TOP

Uwolnić zło, czyli zabawy z magią

Ezoteryka, okultyzm, spirytyzm potrafią zniszczyć życie. Oto dramatyczna historia trzech osób zafascynowanych wiedzą tajemną.

Ewa od dziecka miała zdolności paranormalne. Podejrzewa, że odziedziczyła je po obydwu babkach, które parały się wiedzą tajemną. Gdy podrosła, zaczęli się kręcić koło niej ludzie o zdolnościach paranormalnych. Pojawiali się z zadziwiającą regularnością, ale Ewa nie zwracała na to uwagi. Nie interesował ją świat magii. Jednak ten właśnie świat bardzo interesował się Ewą.

Obudzić demony

„Zaczęło się zaraz po studiach od artykułu o reiki. Miałam napisać o kobiecie, która leczyła tą metodą — wspomina Ewa zdarzenia sprzed lat. — Poszłam na spotkanie, a ta kobieta popatrzyła na mnie i zaproponowała inicjację”. Ewie wmówiono, że ma fantastyczną aurę, że drzemie w niej moc, że jest niezwykła. „Dobrze sprzedali swój produkt. Poczułam się wyjątkowa i postanowiłam obudzić uśpioną moc”.

Dziś Ewa wie, że tak budzi się demony. Przeszła dwie inicjacje. Miała leczyć dotykiem, widzieć to, co niewidzialne, przekazywać siłę do życia. Jedyne, co pamiętała po inicjacji, to wielkie poczucie samotności, jakby odsunął się od niej Bóg. Jej ciekawość była jednak tak wielka, że brnęła w to dalej. Po pół roku zorientowała się, że jest osaczona. Nie przez ludzi, ale przez dziwne moce. Jej świat kręcił się tylko wokół magii. Nie było już w nim miejsca na normalne życie — na dom, dziecko, męża. „Moje zmysły dziwnie się wyostrzyły. Widziałam aurę nie tylko ludzi, ale zwierząt i drzew. To stało się nie do zniesienia. Gdy włączyłam radio, nadawali audycję o psychotronice. Książki, które brałam do ręki, zahaczały o zjawiska paranormalne” — Ewa wzdryga się na samą myśl tamtych przeżyć.

Najpierw przyszła choroba synka, potem podejrzenie raka u Ewy. Życie dwudziestokilkuletniej dziewczyny zaczęło się walić. Któregoś dnia zemdlała na ulicy. Zawieziono ją do szpitala i wykonano szereg badań. Jak przez mgłę pamięta poważną minę lekarza i wyrok: zaawansowany nowotwór.

Wtedy Ewa zaczęła poważnie rozmawiać z Bogiem. Postanowiła, że odetnie się od magii. To było jak ślubowanie. Później przyszedł zmieszany, ale uradowany lekarz, przepraszając za niewybaczalny błąd. Pomylono badania. A więc z wyrokiem ze szpitala wyjdzie ktoś inny. Ewa dostała szansę, o którą się modliła.

Marketing Lucyfera

Po wyjściu ze szpitala los zetknął Ewę z pewnym człowiekiem. „Można by powiedzieć, że spotkałam go przypadkowo, ale dziś wiem, że nie ma przypadków. Wszystko, co dzieje się w naszym życiu, prowadzi nas w stronę zła lub w stronę dobra. Obie siły o nas walczą, ale to my dokonujemy wyborów. Często nie umiemy prawidłowo wybrać, bo zło lubi udawać dobro i za takie je bierzemy” — mówi Ewa.

Zawsze będzie pamiętać pytanie, które zadał jej tamten mężczyzna: „Czy chcesz przy tym pozostać, zdobyć kolejne szczeble i dojść wysoko, czy chcesz pozostać przy Bogu, przy tym, co dobre i prawdziwe?”. Ewa zrozumiała, że w tych sprawach nie ma koloru szarego. Magia jest magią, nieważne czy białą, czy czarną. Zło może być ładnie zapakowane i zdawać się bardzo atrakcyjne. „Ten człowiek uświadomił mi, że – jak to się ładnie mówi – rozwijanie poziomów swej duchowości, te wahadełka, aury, energie to nie jest życie blisko Boga”.

Ewa jest spokojna i szczęśliwa. Znalazła odpowiedź, której szukała. Dziś radzi innym: „Od magii możesz uciec tylko w objęcia Boga. Jeśli nie wybierzesz dobra, zawsze będziesz w sferze wpływów zła. Ono zmieni najwyżej ubranie i dopadnie cię gdzie indziej. Posłuży się twoimi słabościami, żeby rozbić ci rodzinę. Może pieniędzmi zagłuszy twoje rozterki. Da ci dużo, żebyś tylko był jego”.

***

Julia jest aktorką, ale mówiąc o swojej przeszłości, nie gra. Jest nią przerażona i właściwie nie chce jej pamiętać. Zaczęło się niewinnie — od fascynacji Egiptem. Potem doszły religie Wschodu, Majów i Azteków. Julię najbardziej pociągało życie pozagrobowe. Zaczęła medytować, otwierać się — jak wtedy myślała — na głębokie i dobre duchowe doświadczenia. Siadała na podłodze. Wolno i głęboko oddychała, skupiając się na jakimś przyjemnym świecie swej wyobraźni.

Świetlisty mędrzec

„To była kolejna moja medytacja — wspomina Julia. — Nagle pojawiła się obok mnie wspaniała świetlista postać. Miała długie włosy i jasną szatę, pogodną i mądrą twarz. Z tej istoty biło dobro. Poczułam się bezpiecznie i spokojnie”. Julia lubiła te stany. Regularnie spotykała się z owym starcem, ale w końcu relaks zaczął powoli ustępować miejsca niepokojowi. „Zaczęłam brnąć w mroczne klimaty, palić świece, ubierać się na czarno. Nie mogłam się temu oprzeć. Byłam bezwolna” — tłumaczy.

Wciąż myślała, że osiąga wyższe stany duchowe. Podczas medytacji zaczęła wypowiadać dziwne zbitki słów, jakby zaczerpnięte ze staroegipskich pism, może też z mantr. „I wtedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Przedmioty wokół mnie wirowały. Czułam, że coś mnie wsysa, ale trwałam w tym nadal — Julia nazywa to uzależnieniem, jak u alkoholika. Ów „przewodnik” zaczął pokazywać swoją prawdziwą twarz. „Powiało grozą, gdy któregoś dnia przyszedł jako ciemna postać w kapturze. Wiedziałam już, że nad tym nie panuję”.

Ale tajemnicza istota miała swój plan. Poleciła Julii wykonanie kart tarota. „Tarot to balansowanie na cienkiej linie. To tak, jakbyś diabła chwyciła za rękę i dała mu się prowadzić — tłumaczy Julia. — Tarot to nałóg. Stajesz się uzależniona od siły, która decyduje o twojej przyszłości”.

Prawdziwe oblicze

Julia popadała w stany przygnębienia. Towarzyszył jej nieustający smutek. Zaczęła się depresja. Potrzebny był jej relaks, więc rozpoczęła medytację. „Byłam na pięknej kolorowej łące. Czułam się wspaniale. I nagle jakaś siła przeniosła mnie do mrocznej piwnicy. Powietrze było tak wilgotne i gęste, że nie mogłam oddychać. I wtedy znów ujrzałam tę istotę. Zaczęłam krzyczeć”. Krzyk przerwał seans, ale najgorsze miała przeżyć za chwilę.

Otworzyła oczy i wzrok utkwiła w wiszącym na przeciw niej lustrze. To, co tam zobaczyła, przeraziło ją. Zło zaczęło wkraczać w realny świat. Julia ujrzała w lustrze swoje odbicie, które z każdą sekundą nabierało coraz koszmarniejszego wyglądu. „Moja twarz się zmieniała i zobaczyłam demona. Poczułam też, jak coś we mnie wchodzi. Do dziś nie wiem, dlaczego to powiedziałam, ale ostatkiem sił wykrztusiłam: Jezu, ratuj! Wszystko zaczęło mijać. Poczułam ogromne zmęczenie i zasnęłam”.

Julia zrozumiała, że zwabiła zło, że, bawiąc się magią, otworzyła drzwi siłom demonicznym. „Uświadomiłam sobie, że nie ma żadnych dobrych przewodników wciągających cię na wyższe poziomy duchowości. Są tylko kłamstwa i ukryta pod nimi diabelska twarz”.

Taksówka do nieba

Dopiero wtedy Julia poczuła potrzebę zbliżenia się do Boga. Zawsze będzie pamiętać to, co się stało później. „Mój narzeczony, protestant, zaprosił mnie na swój chrzest. Byłam pod wrażeniem prostoty i szczerości tej uroczystości. Biłam się z myślami podczas powrotu taksówką. I właśnie wtedy kierowca zaczął mówić dość dziwne jak na taksówkarza słowa: że nie wiemy, co nas jutro spotka, że powinniśmy się zastanowić, dokąd zmierzamy, czy nie przegapiamy czasem wieczności… To było powalające! Słuchałam kazania w taksówce!”.

Julia nie wierzy w przypadki, dlatego szukała dziwnego kierowcy. Nie było to trudne, bo zawsze korzystała z tej samej firmy taksówkowej. Miała też karnet, na którym zbierała stemple za przejazdy. Czekała więc, aż powtórzy się ten sam numer na stemplu. I tak się stało, tyle że… kierowca był inny. Nikt nie znał tamtego mężczyzny. „Jeśli są demony, to są i aniołowie. Kim był tamten taksówkarz, który wpłynął na moje życie?” — pyta retorycznie.

Mąż Julii dobrze pamięta te chwile, gdy nie patrzyły na niego oczy żony, gdy nagle zmieniało się jej zachowanie. W jednej sekundzie stawała się szydercza, złośliwa, okrutna. Rozmawiał, ale jakby nie z nią. Bywało też gorzej. Julia wielokrotnie rzucała się na męża, próbując go zranić. Potem nic nie pamiętała. „To trwało trzy lata, zanim się zupełnie uwolniłam. Trzy lata modlitw, dyskusji z Bogiem i poznawania Go. To On mnie ochronił”.

***

Jarek podpisał cyrograf. Nie chce mówić o szczegółach. Korzystał z mocy, o których nie śniło się ludziom, a potem sięgnął dna. Zaczęło się niewinnie – od samouleczenia. Jako dziesięcioletni chłopiec ćwiczył jogę, by uwolnić się od astmy. Potem rozpoczął treningi autosugestii, seanse hipnotyczne i szedł coraz dalej. „Bagno wciąga i jest głębokie” — mówi.

Moc na kredyt

Przez trzydzieści lat Jarek zajmował się magią. Najpierw pozwoliło mu to na wyciszenie i relaks. Nabył dystansu do wielu spraw. „Czułem się wspaniale, więc chciałem więcej — wspomina. — Były seanse spirytystyczne, kontakty pozazmysłowe. Czytałem w ludzkich myślach. Zostawiałem ciało i wędrowałem w inny wymiar. Długo byłem bezpieczny”.

Jarek nie wierzył w Boga. Lubił z Niego szydzić. Wierzył jednak w duchowe cywilizacje. Myślał, że to one obdarzają cudowną mocą i wiedzą. „Nie czułem zagrożenia, bo skoro nie ma Boga, nie ma też demona. Miałem prosty cel: być bogiem dla siebie oraz wpływać na wszystko i wszystkich dookoła”. Nie zauważył, że jest uzależniony, że to nie on ma moc, lecz moc ma jego. „Zacząłem to sobie uświadamiać dopiero wtedy, gdy skończyły się sukcesy, a zaczęły porażki”.

Czas zapłaty

Jarek zrozumiał, że możliwości, które otrzymał, dostał na kredyt. Teraz przyszedł czas zapłaty. Miał krzywdzić ludzi. „Znałem kilka technik i szkodziłem ludziom psychicznie i fizycznie. Wiele z tych osób już nie żyje i wiem, choć najchętniej wyparłbym się tego przed samym sobą, że mam udział w ich śmierci”.

W życiu Jarka zaczęło się pasmo nieszczęść. Uświadomił sobie w końcu swoją bezsilność. To bolało. Ból postanowił utopić w wódce. Stał się alkoholikiem. A to pociągnęło za sobą depresję. Doszły poważne choroby. Pamięta reakcję lekarza na wyniki badań: z trupem jeszcze nie rozmawiałem, to nie są wyniki człowieka.

Jarek był zdecydowany na samobójczy krok. Nie wiedział, jak inaczej może uciec przed demonem, w którego istnienie wciąż nie wierzył. „Nadal nie rozumiałem, że jest potężna siła, która kieruje naszymi niedobrymi emocjami, że rozwijając w sobie żądze, wabimy diabła, który z wielką przyjemnością je zaspokoi, ale nie myślcie, że za darmo. On nie ma rogów i kopyt. Nie jest śmieszny i bezradny. To wielka inteligencja, która może nas całkowicie zniszczyć, i to jest jej cel”. Świat Jarka się rozsypał. Nie miał żadnego punktu zaczepienia.

Konfrontacja

Wtedy zauważył plakat. Zaczynały się spotkania poświęcone starożytnym cywilizacjom. Postanowił się tego chwycić. Trafił na coś, czego się nie spodziewał. Po wykładach historycznych zaczęły się wykłady biblijne. „To mnie poirytowało. Stałem się agresywny. Głośno negowałem istnienie Boga, wprowadzając niezłe zamieszanie. Nikt mnie jednak nie wyprosił, a ja sam, nie wiedząc dlaczego, ciągle tam przychodziłem” — wspomina Jarek.

W końcu wykłady zaczęły go interesować. „Poznałem mechanizm, przyczynę swojego stanu, ale — co najważniejsze — metodę ratunku. Ten sponiewierany przeze mnie Bóg wciąż cierpliwie czekał, aż przyjmę Jego pomoc. Zaskoczył mnie potęgą swego działania. Bez większego wysiłku przestałem palić, choć wypalałem już sześćdziesiąt papierosów dziennie i przez trzy lata próbowałem bezskutecznie zerwać z nałogiem. Nie zaglądałem już tak często do kieliszka, powoli wszystko się układało. Ale to była cisza przed burzą”.

O Jarka toczyła się walka. Ten, który rościł sobie do niego prawo, wrócił. To była bolesna konfrontacja. „Po raz ostatni w życiu się upiłem. Mocno. Do nieprzytomności. Gdy na drugi dzień wróciłem do domu, jakaś ogromna siła powaliła mnie na podłogę, rzucała mną o meble, które łamały się pod ciężarem mojego ciała, a potem zaklinowała mnie między fotelem a elektrycznym grzejnikiem i… zacząłem się po prostu smażyć”.

Jarek został poważnie poparzony. Miał połamane żebra. Rana zaczynała się na łopatkach, a kończyła na kolanach. Stopione ubranie odcinano nożyczkami. Nie pamięta, jak dał sobie z tym radę, ale przeżył. W swej głupocie i żądzy władzy podpisał cyrograf, ale — jak mówi — Bóg w swej miłości go uwolnił od tej przysięgi.

Znalazł punkt oparcia, choć sumienie nie daje mu zapomnieć o tym, co zrobił innym. Wylizał się. Jego koledzy albo sami przecięli nić swego życia, uciekając przed czeluścią, albo przebywają dziś w zakładach psychiatrycznych. Nie wiedzieli, że sami nie zwyciężą. „A może nie chcieli skorzystać z ratunku?” — zastanawia się Jarek, przypominając sobie swój opór. Dziś przestrzega, że uwolnić zło jest bardzo łatwo. Zbyt łatwo.

Katarzyna Lewkowicz-Siejka

[Imiona bohaterów zostały zmienione].

Artykuł pochodzi z czasopisma Znaki Czasu.

Magazyn możesz zamówić na stronie www.sklep.znakiczasu.pl