TOP

Sposób na stres

Grupa mieszczuchów wybrała się na wieś. Zamówili u gospodyni obiad, ale nie mieli zaufania do poziomu higieny na wsi, dlatego rzucili trochę jedzenia psu, żeby zobaczyć, jak zareaguje. Pies zjadł wszystko z apetytem merdając wesoło ogonem, więc i oni zjedli. Następnego dnia, o zgrozo, dowiedzieli się, że pies nie żyje. Wśród turystów wybuchła panika. Jedni skarżyli się na bóle brzucha, drudzy na osłabienie i gorączkę, a jeszcze inni wymiotowali. Śpiesznie wezwano z miasta lekarza, który po zbadaniu pacjentów zaczął dociekać, co było przyczyną zgonu psa. Wtedy okazało się, że psa przejechała ciężarówka. Turyści od razu poczuli się lepiej.

Z badań przeprowadzonych przez dra Waltera Caverta wynika, że aż 92% ludzkich trosk nie ziszcza się, albo nie ma wpływu na nasze życie. Co z tego wynika? To, że aż 92 razy na 100 zamartwiamy się zupełnie niepotrzebnie.

Czy wiesz, że słowo „zmartwienie” pochodzi w języku polskim od rzeczownika „martwy”? Nie przez przypadek, bo między zamartwianiem się i śmiercią istnieje związek nie tylko semantyczny. Zmartwienia powodują stres, który osłabia obronność organizmu i przyśpiesza zejście do grobu. Nic dziwnego, że dr Charles Mayo, założyciel słynnej Kliniki Mayo, zauważył: „Połowę łóżek szpitalnych okupują ludzie, których sprowadziły tam ich zmartwienia”.

W Liście do Filipian apostoł Paweł podał mądrą radę na wszystkie troski: „Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu” (Flp 4:6). Z jego słów możemy wyłuskać trzy praktyczne rady, a wprowadzenie ich w życie pozwoli zredukować poziom stresu w naszym życiu:

  • Nie zamartwiaj się.
  • Módl się.
  • Dziękuj Bogu.
  • Nie zamartwiaj się

Skąd biorą się troski? Większość z nich oscyluje wokół rzeczy, które boimy się utracić. Do nich należą pieniądze. I choć są one ważne w tym życiu, to człowiek, który od nich uzależnia szczęście, skazuje się na zatroskane życie.

Bóg ma dla nas coś lepszego. Apostoł Paweł napisał: „Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi” (Kol 3:1-2).
Martwiąc się, okazujemy nieufność Bogu, podobnie jak ludzie, którzy polegają na horoskopie czy tarocie, próbując wziąć przyszłość w swoje ręce, zamiast zaufać Bogu. Owszem, mamy planować przyszłość, ale nie zamartwiać się, bo troska i tak nie zmieni niczego. Ze zmartwieniem jest jak z fotelem bujanym, który porusza się, ale stoi w miejscu!

Jaka jest Twoja perspektywa? Jeśli skoncentrujesz życie na tym, co wieczne, ominie Cię troska o większość z tych rzeczy, które zaprzątają myśli ludzi. Marta troszczyła się o wiele rzeczy, a Maria słuchała nauk Jezusa, który powiedział: „…Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego; Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała, która nie będzie jej odjęta” (Łk 10:41-42).

Jaką cząstkę wybrała Maria? Oto ona: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski” (Mt 6:33-34).

Módl się

Zamartwianie się jest nawykiem, a zły nawyk trzeba zastąpić dobrym, jeśli chcemy go wyeliminować. W miejsce troski Biblia zaleca nawyk modlitwy. Nie masz czasu na modlitwę? Przestań się zamartwiać, a znajdziesz na nią czas!

Niektórzy krępują się zawracać Bogu głowę swoimi małymi sprawami, dlatego dźwigają je sami, ale Słowo Boże zachęca nas, aby także z nimi przychodzić do Boga: „Wszelką troskę swoją złóżcie na Niego, gdyż On ma o was staranie” (1P 5:7). Ten, kto wierzy we wszechmocnego Boga, ale swoje troski nadal dźwiga sam, przypomina człowieka, który szedł wzdłuż drogi, niosąc na głowie ciężki kosz z owocami. Ktoś zaprosił go na swój wóz. Wsiadł na wóz, ale kosz dalej trzymał na głowie!

Modlitwa jest najlepszym remedium na stres. Herbert Benson z uniwersytetu w Harwardzie, który przez ponad 30 lat prowadził badania związane z modlitwą, stwierdził, że modlitwa obniża stres, uspakaja i leczy. Przy pomocy obrazowania rezonansu magnetycznego (ang. MRI), dr Benson udokumentował, że kiedy oddajemy się modlitwie, w naszym organizmie zachodzą pozytywne zmiany fizjologiczne.

Psychiatra Harold Koenig z uniwersytetu Duke w Północnej Karolinie sprawozdał, na podstawie badań przeprowadzonych z udziałem 1700 osób, że ludzie, którzy regularnie się modlą, mają dużo zdrowszy system immunologiczny od tych, którzy tego nie robią. Jego badania wykazały również, że ci, którzy regularnie uczęszczają na nabożeństwa, żyją przeciętnie o 6 lat dłużej od tych, którzy nie chodzą do kościoła. I nic dziwnego, gdyż ludzie w kościele modlą się, zamiast się martwić!

Dr Koenig, w swej książce Handbook of Religion and Health (Podręcznik religii i zdrowia), udokumentował 1200 badań dowodzących pozytywnego wpływu aktywnego życia religijnego na zdrowie. Stwierdził na przykład, że osoby, które biorą udział w nabożeństwach, dwukrotnie rzadziej doznają wylewu krwi do mózgu, a także mają lepiej funkcjonujący system odpornościowy niż pozostali.

Z kolei dr William Strawbridge z uniwersytetu Berkeley w Kalifornii wykazał, że ludzie, którzy tylko sporadycznie zaglądają do kościoła, mają dwa razy częściej problemy z układem oddychania i trawienia. Z badań wynika, że u osób regularnie uczęszczających do kościoła, aż o 50% rzadziej występuje podwyższony poziom interleukiny – proteiny odpowiedzialnej za choroby wieku starczego.

Wygląda na to, że chodzenie do kościoła odmładza, zwłaszcza gdy nabożeństwa zorientowane są na Boga, a nie na człowieka, a duchowni w tym czasie nie zajmują się polityką, lecz nauczają Słowa Bożego. Niestety, wielu nie korzysta z tego błogosławieństwa, spóźnia się na nabożeństwo, albo przedwcześnie z niego wychodzi.

Przyjaciel słynnego amerykańskiego kaznodziei, Dwighta L. Moody’ego, zaprosił go do swego kościoła na kazanie. Moody przybył, a wtedy dowiedział się od niego, że niektórzy członkowie tego zgromadzenia mają brzydki zwyczaj, a mianowicie wychodzą, zanim kazanie dobiegnie końca. Dwight Moody znalazł na to sposób. Otóż, kiedy stanął za kazalnicą, ogłosił, że pierwsza część jego kazania jest adresowana do grzeszników, a druga do sprawiedliwych. Tym razem wszyscy zostali do końca.

Modlitwa i nabożeństwo są wielkim błogosławieństwem dla człowieka. Dzieje się tak, ponieważ wielbienie Boga wnosi nadzieję i wiarę, napełnia życie sensem i radością. Dlatego w Słowie Bożym czytamy: „Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem…” (Hbr 10:25).

Dziękuj Bogu

W Gwatemali i Ekwadorze nieraz widziałem publiczne pralnie nawet w dużych miastach, gdzie kobiety piorą w zimnej wodzie. W Meksyku jest miejsce, gdzie kobiety przychodzą prać, gdyż występują tam obok siebie gorące i zimne źródła wody. Ktoś zapytał meksykańskiego przewodnika:
– Kobiety muszą być wdzięczne Bogu, że mogą tu za darmo prać w gorącej wodzie i płukać w zimnej.
– No, señor – odpowiedział. – Narzekają na brak mydła!

Badania dowodzą, że wdzięczność jest najzdrowszą z ludzkich emocji. Nie bierze się z niczego, lecz odzwierciedla stan naszego ducha i otoczenia, w jakim spędzamy czas. Jeśli pielęgnujemy ducha wdzięczności, wówczas zobaczymy róże wśród kolców. Natomiast duch narzekania i krytykanctwa sprawia, że najpierw widzimy kolce, a wtedy możemy nawet nie dostrzec róż.

Jerzy wybrał się do kościoła. Zazgrzytał zębami, kiedy organista zgubił nutę. Zirytował się słysząc, że dziewczynka coś szepce mamie do ucha, kiedy inni śpiewają. Wydało mu się, że diakon spojrzał mu na ręce przy zbieraniu darów, a duchowny podczas kazania pozwolił sobie na aluzje do jednej z jego słabości. Jerzy Kowalski wyszedł z kościoła mamrocząc: „Moja noga nigdy już tu nie postanie”.

Piotr przyszedł na to samo nabożeństwo. Organista zagrał „Kiedy ranne wstają zorze”, co napełniło jego serce uwielbieniem. Kilkoro dzieci zaśpiewało pieśń, która go wzruszyła. Chętnie złożył dar w czasie kolekty. Podziękował duchownemu za kazanie, które odpowiedziało na jedno z nurtujących go pytań, a wychodząc z kościoła podziękował Bogu, myśląc: „Jak nie czuć radości po takim nabożeństwie?”.

Piotr i Jerzy byli w tym samym kościele na tym samym nabożeństwie. Każdy znalazł to, czego szukał. Jeden powód do radości, a drugi do krytyki i narzekania. Z jakim nastawieniem Ty idziesz do kościoła? Wielbić Boga czy doszukiwać się mankamentów? To, ile wynosimy z nabożeństwa, zależy od nastawienia, z jakim przychodzimy do Boga.

Nasza postawa jest pochodną tego, o czym myślimy, co robimy, a także tego, z kim spędzamy czas. Każdy jest w swoim sercu tym, czym karmi swój umysł, dlatego apostoł Paweł polecił: „Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały” (Flp 4:8).

Niezadowolenie, zgorzkniałość, zawiść są toksyczne. Musimy podjąć świadomą decyzję, aby ich unikać, a zamiast tego napełniać umysł dziękczynieniem. Możemy to robić ucząc się na pamięć obietnic Słowa Bożego, słuchając muzyki wielbiącej Boga, modląc się i uczęszczając do kościoła, gdzie nabożeństwa nastawione są na wielbienie Boga, a kazania koncentrują się na Słowie Bożym.

Uwielbienie i dziękczynienie poprawiają samopoczucie, gdyż niosą z sobą właściwą perspektywę. Przenoszą wzrok z nietrwałych problemów na odwieczne błogosławieństwa Boże. Dlatego dziękczynna postawa nie jest kwestią preferencji, lecz Bożą wolą wobec każdego z nas: „Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was” (1Tes 5:18).

Słuszny powód do zamartwiania się jest chyba tylko jeden – grzech. Niewyznany, odbiera pokój. Tak było w przypadku króla Dawida, gdy popełnił cudzołóstwo z Batszebą, a potem wydał na śmierć jej męża, Uriasza. Napisał później: „Szczęśliwy człowiek, któremu Pan nie poczytuje winy, w którego duszy nie kryje się podstęp. Póki milczałem, schły kości moje, wśród codziennych mych jęków. Bo dniem i nocą ciążyła nade mną Twa ręka, język mój ustawał jak w letnich upałach. Grzech mój wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy. Rzekłem: Wyznaję nieprawość moją wobec Pana, a Tyś darował winę mego grzechu” (Ps 32:2-5).

Na grzech jest jednak lekarstwo u Boga: „Ja, jedynie Ja, mogę przez wzgląd na siebie zmazać twoje przestępstwa i twoich grzechów nie wspomnę” (Iz 43:25). „Starłem jak obłok twoje występki, a twoje grzechy jak mgłę: Nawróć się do mnie, bo cię odkupiłem” (Iz 44:22). Przychodź ze swoimi grzechami do Boga.

Pan Jezus zalecał modlić się w tej sprawie do Niego: „I odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mt 6:12). Niech Jego odpuszczenie będzie dla Ciebie inspiracją, aby wybaczyć Twoim winowajcom: „Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak i wam Bóg odpuścił w Chrystusie” (Ef 4:32).

Ludzie zapłaciliby każdą cenę za pokój. Próbują odurzenia, diet, medytacji, terapii, ale z marnym skutkiem, gdyż prawdziwy pokój można otrzymać tylko od Boga: „Szczęśliwy człowiek, któremu Pan nie poczytuje winy” (Ps 32:2).

Zamartwiaj się tylko jednym: brakiem pojednania z Bogiem i bliźnimi. Wyznaj Bogu swoje grzechy. Pamiętaj, że Jezus zaniósł nasze grzechy na krzyż. Powierz Mu ufnie troski, a On chętnie je poniesie. Módl się i dziękuj Bogu bez względu na okoliczności. Taka jest wola Boża względem nas.

 

Recepta na szczęście jest rozdziałem z książki „Radość mimo trudności” Alfreda Palli,

którą można nabyć w sklepie Wydawnictwa Znaki Czasu